|
Polityka, Gospodarka, Cywilizacja, Kultura. Liberalizm, Konserwatyzm, Rozsądek.
Blog > Komentarze do wpisu
Widmo nad Czerską
Był to koniec - koniec wszystkiego, co pozostało mi w
życiu na tej ziemi, koniec spokoju i wiary w integralność przyrody z ludzkim
umysłem. Wszystko, co mogłem sobie wyobrazić (...) nie dałoby się porównać z tą
demoniczną, bluźnierczą wprost rzeczywistością, jaką ujrzałem, czy też wydawało
mi się, że ujrzałem. (...) Możliwe to, aby nasza planeta spłodziła coś takiego
i aby ludzkie oko naprawdę oglądało to, co dotychczas znane było tylko
rozgorączkowanej fantazji i nie mającej znaczenia legendzie? Pisze te słowa pod silnym naciskiem psychicznym, nie będąc pewnym, czy w chwili, kiedy je czytacie, wciąż będę mógł się zaliczać do grona ludzi zdrowych na umyśle. Mój skołatany umysł został w ostatnich dniach poddany zbyt okrutnym torturom postrzegania rzeczywistości, taką jaka jest, a nie taką, jak chcielibyśmy ją widzieć. Mój dotychczasowy światopogląd rozłazi się w szwach, a z ciemnych rogów pokoju wyłażą potwory. Nawet moje papugi skrzeczą sarkastycznie i spoglądają na mnie z szałem w oczach. Bóg umarł. A jeśli nawet nie Bóg, to przynajmniej „bóg”. Autorytet moralny. Adam M. W teczkach szaleństwaPrzez kilkanaście lat załoga speców z Czesrskiej tresowała miejscowy ciemny lud w recepcji dwóch, niepodważalnych dogmatów. Po pierwsze: grzebanie w przeszłości jest bluźniercze i plugawe, a kto się tego tyka, z pewnością jest oszołomem, szaleńcem i nienawistnikiem. Drugim pewnikiem trzeciorzeczpospolitej rzeczywistości miało być powszechne przekonanie o wojującym antysemityzmie Polaków, którzy tylko czyhają, kiedy by tu tylko anihilować kolejnego Żyda. Z tych dwóch powodów, bycie Polakiem stało się czynnością co najmniej dwuznaczną moralnie i zanim Salon przedstawił rozsądną i atrakcyjną alternatywę (jaką było bycie Europejczykiem), lud prosty cierpiał katusze wyrzutów sumienia. Tym większe, im mocniej akolici Wieszcza-oberredaktora uderzali biczem w „tradycyjny, ludowy katolicyzm polski”, „resentymenty narodowe” oraz inne grzechy. Coś jednak skruszało w sprawie sakralnej wizji przeszłości. Co prawda, salonowa załoga nadal nawołuje do spalenia archiwów, ale nie jest już tak pryncypialna w sprawie palenia ludzi, którzy we wspomnianych instytucjach grzebią. Zwłaszcza, że niektórzy przyjaciele Adama M., w tym sam salonowy kapelan oraz metropolita lubelski (ale powiedzmy sobie szczerze – ta druga funkcja jest chyba mało istotna, co można wnosić po proporcjach medialnego zaangażowania arcybiskupa w jedno i drugie zadanie), Józef Życiński, muszą dziś w przeklinanym „rynsztoku” się kąpać, aby zadośćuczynić żądaniom swych owieczek. Ale o ile stosunek do teczek (równie plugawych i obcych co sam Necronomicon!) ewoluował, zmieniał się stopniowo, do drugi dogmat runął tak szybko, jak mury mojego zdrowego rozsądku. Zew MichnikaAdam M. przyczaił się. Prawie jak Chtuchlu, który spoczywa cicho na dnie Pacyfiku i czeka aż „gwiazdy będą właściwe”, Wieszcz skrył się w odmętach Czerskiej, by wychylić swe intelektualne macki jedynie w najważniejszych dla kultu sprawach. Tak było przy kolejnym zakręcie lustracyjnym, nie inaczej na okazję rozmów koalicyjnych. Jeśli Oberredaktor zabiera swój poważny i autorytarny (choć przecie tak demokratyczny...) głos, to znak, iż omawiana kwestia jest kluczowa dla Salonu i jego kultystów. Albo inaczej – jest do wypowiedzi niejako zmuszany, przez wytrwałe prośby wyznawców i sojuszników. Tak więc każdy esej Adama M., który ukarze się na zaszczytnym miejscu w Wyborczej, stanowi dobry probierz powagi konkretnego zagadnienia. A ponieważ od czasu sławnego, i przez niektórych ormowców politpoprawności okrzykniętego „antysemickim”, felietonu Stanisława Michalkiewicza, nad Wisła wciąż wzbiera przenikająca dusze woń żydocentryzmu (zarówno... hm... jakby to powiedzieć... wedle jednego, jak i drugiego paradygmatu myślenia), to Wieszcz już po raz kolejny zabiera głos w owej przerażające sprawie. O ile jeszcze wcześniejsze teksty wydały mi się logiczne i zrozumiałe (przynajmniej w salonowym kulcie), gdyż zawierały np. standardowe oskarżenie o antysemityzm śp. Biskupa Kaczmarka, to najnowsze wystąpienie musi przejmować trwogą. Coś z gwiazdami wyraźnie się pochrzaniło. Przyczajony strachAdam M. krytykuje Elie Wiesela. Ba, i to nie przy byle jakim pretekście, bo z okazji recenzji książki Jana Grossa „Strach”. Artykuł dźwięczy zdumiewająco – Adam M. sprzeciwia się postrzeganiu Polaków, jako antysemitów! Ba, kreśli niebezpiecznie cienką linię, przypominając, iż przeciw godzinkom nienawiści Wiesela o tzw. „pogromie kieleckim” protestowała cała masa poprawnych autorytetów i ks. Tischner (szkoda, że nie dość głośno, abym to w 1996 usłyszał). Czy zdajemy sobie sprawę, co to oznacza? Wieszcz tworzy wyraźny podział i to podział zupełnie różny, niż ten dotychczasowy. Bo do tej pory, każdy kto znajdował lub wymyślał winy Polaków był „swój”, dobry. Teraz i sam Oberredaktor przekracza linię potępienia i wstępuje na ciemną stronę dociekania prawdy historycznej. Nie dość tego – neguje mistyczne znaczenie ataku na rabina Schudricha, a nawet opisuje niezwykle troskliwe zachowanie polskich władz wobec poszkodowanego. Zachowanie, na które szary obywatel Polski nie ma co liczyć. To już skraj szaleństwa, niemal wojujący michalkiewiczyzm! Coś na progu?Adam M. podważył dwa filary głoszonego wcześniej przez siebie dogmatu. Zanegował zbiorową odpowiedzialność Polaków za wszelkie czyny antysemickie i zlekceważył mistyczne uczestnictwo narodu nadwiślańskiego w holocauście (fizycznie objawiane dzisiaj mówieniem o przywiązaniu do tradycji). Jak wyjaśnić ten kopernikański przewrót w myśleniu (a może lepiej powiedzieć – przewrót od dogmatu do myślenia)? Boskim szaleństwem Mistrza? Niewykluczone, patrząc na jakość jego tekstów od czasu afery Rywina, choćby częściowo skłaniałbym się do tej odpowiedzi. A może to IV RP odmieniła oblicze nie tylko „tej ziemi”, ale i „tych autorytetów”? Teza tyleż kusząca, co kontrowersyjna. Byłby to faktyczny pogrzeb III RP, rozumianej jako paradygmat polityczno-filozoficzny. Ale ponieważ Duch wieje kędy chce, czy nie mógłby zawiać i śpiącego w zatopionym mieście R'lyeh władcę koszmarów polskiej elitki? A może nie trzeba sięgać po mistyczne powody? Może Duch wiał jak wiał, a to Wieszcz wyczuł idealnie kierunek. Kto wie, czy nie już przygotowuje się do dostosowania do nowych warunków, skoro na „dobre gwiazdy” może czekać kolejne eony? W tym przypadku metafora zatopionego R'lyeh nabiera nowego, bardzie dosłownego znaczenia, a nasz lęki o zdrowe zmysły powinniśmy schować głęboko. A wyciągnąć nadzieję, skoro nasz lokalny Cthulhu chowa się pod morskimi falami oportunizmu. Tylko czemu te papugi patrzą tak dziwnie? Ps. Drodzy Czytelnicy! wtorek, 27 czerwca 2006, vox999
Komentarze
2006/06/27 23:07:17
A przeglądałeś już komiks oparty na biografii Lovecrafta? Właśnie ukazał się po polsku.
2006/06/27 23:28:23
A dobry ów komiks jest? Bo drogie toto diabelnie, a zafoliowane - obejrzeć sobie nie można...
cyberowca.blogspot.com
Gość: Lear, dqj14.neoplus.adsl.tpnet.pl
2006/06/27 23:39:34
Oho, widzę że nie tylko ja lubię się zagłębiac w te bluźniercze xięgi;)
o Komiksie nic nie wiem, poza informacjami z dość enigmatycznej recenzji na WP. brzmi to dość dziwacznie, ale jeśłi będe miał możliwość, na pewno zajrzę. Ale najlepszy komisk związany z HPL to;) : www.macguff.fr/goomi/unspeakable/home.html
Gość: vilk, ahy170.neoplus.adsl.tpnet.pl
2006/06/28 11:45:00
A ja, jesli moge to bede na powaznie.
MIchnik po raz kolejny pokazuje iz ma wyczucie i skoro juz nie da sie zatrzymac tej "fali" to trzeba sie uczyc plywac. Nawet sam mistrz czuje ze jednak nie da sie z tym wygrac i nie jest to jakies chwilowe zboczenie. Pamietajmy ze szczwany lis bywa na salonach i wie co sie tam kreci. Jak dla mnie nic dobrego to nie wrozy, niestety. 2006/06/28 13:35:00
Zapewne kolejne wypociny Grossa nic dobrego nie wróżą. Odzierając esej Michnika z ideologii, to właśnie przecież ta książka jest głównym powodem, dla którego go napisał. Aż się boję, co w niej jest bo już sama notka wydawcy jest przerażająca:
"Describes the anti-Semitism in Poland in the years after World War II, when Jews examining the pogroms, massacres, and conflict that destroyed a millennium of Jewish community life in Poland. " A w podtytule książki jest: "Anti-semitism in Poland after Auschwitz". Czy ktoś, kto zobaczy okładkę (a będzie takich wielu) będzie miał jeszcze wątpliwości, kto zbudował obozy..
Gość: vilk, ahy170.neoplus.adsl.tpnet.pl
2006/06/28 16:49:40
Ha, dlatego moj postulat brzmi: w ramach zadoscuczynienia na koszt Polskiego podatnika przetransportowac Auschwitz do Izraela.
2006/06/28 17:00:36
Gość: Lear, dpz201.neoplus.adsl.tpnet.pl
2006/06/28 17:31:21
Wiem, że to prośba o rzecz obrzydliwą, ale jeśli ktośą z Was przeczytałby "Strach", to z chęcią bym posłuchał obiektywnej recenzji...
2006/06/29 11:31:19
Właściwie to szkoda na to pieniędzy... a przecież nie będziemy kraść :-).
Ale przeczytałem recenzję Eliego Wiesela, do której linkował ckwadrat... i jestem wystarczająco zobrzydzony. Jak znajdę ciut czasu, to może popełnię recenzję z recenzji. "Boję się, co w swojej najnowszej książce 'Strach' wymyślił Jan Tomasz Gross" - pisze ckwadrat na swoim blogu - i właściwie słowo "wymyślił" starczyłoby chyba za całą recenzję. www.cyberowca.blogspot.com/ 2006/06/29 23:04:17
Jak obiecywałem, tak zrobiłem:
cyberowca.blogspot.com/2006/06/recenzje-polityczne-recencja-recenzji.html |
|
Polecam zainteresowanym anglojęzycznym:
www.dagonbytes.com/thelibrary/lovecraft/
Oraz pokrewnego literacko Clarka Ashtona Smitha:
www.eldritchdark.com/
A bardziej na poważnie... od pewnego czasu nie czytam GW wcale... więc o artykuliku Michnika dowiedziałem się dopiero od Ciebie. Szok! Przeczytałem go i... szok jeszcze większy!
Nie dość, że Michnik napisał krótki i logiczny tekst, to jeszcze ta treść!
Świat się kończy normalnie...
cyberowca.blogspot.com/