Polityka, Gospodarka, Cywilizacja, Kultura. Liberalizm, Konserwatyzm, Rozsądek.
niedziela, 30 lipca 2006
Omnis novi sub sole

Jakiś czas temu Galba wyliczał przykładu negatywnego wpływu upalnej pogody na umysły polityków, ludzi mediów i innych naszych ulubieńców. O ile od tego czasu aura się raczej niewiele zmieniła, sądzę iż zmieniło się nastawienie do świata znacznej części bohaterów politycznego życia Polski i okolic. Skoro promienie słoneczne wywołują udary, a jaka wiadomo, udary zwykle zamieniają zachowanie uderzonych ofiar, nie powinniśmy się tak kanikularnym piecem zbytnio martwić. Ponieważ bohaterowie tego bloga (tj. politycy, dziennikarze i inne publiczne Dodo-Mandaryny) zazwyczaj działają skrajnie głupio bądź złośliwie, to być może od porządnego przegrzania takie zachowanie może się zmienić. O, mam na to kilka przykładów.

Minister Finansów Stanisław Kluza powiedział kilka słów prawdy na temat budżetu „taniego państwa”, zauważając, że plany, bardzo z resztą ładne, sobie, a gotówka spływająca do skarbca państwa sobie. Oczywiście, opozycja za mówienie o deficycie zakrzyczała go w krytyce, identycznie mocnej, jak ta, którą raczono prof. Gilowską za unikanie mówienia o deficycie. Jeszcze się taki nie narodził, co by PO dogodził, ale mnie zachowanie ministra bardzo się podobało. Pomiędzy wierszami wysłał społeczeństwu czytelny przekaz: politycy sobie debatują, jak świat zbawić, ale jak przyjdzie co do czego, to za te zbawcze pomysły zapłacimy my (w tym przypadku, stawiam na podwyżkę akcyz paliwowych).

Posłowie kłócą się na temat ordynacji wyborczej. Niby zawsze się kłócili, bo przodująca w sondażach partia zawsze starała się przepchnąć korzystne ordynacje większościujące, a maruderzy kolorowych słupków preferowali talmudyczne praktyki dzielenia wyborczych głosów na czworo. Tym razem jest tak samo, z tym że PIS praktykuje swoich koalicjantów tak jak na to zasługują (tzn. jak przystawki) i gra ich elektoratami jak swoim. Plus za inwencję twórczą. Poza tym, obie strony konfliktu szczerze stwierdzają, iż chodzi nie o szczytne idee, a o miejsca w przyszłych ciałach demokratycznych. Demokracja demokracją, ale dietę poselską/radcowską trzeba mieć.
Po raz pierwszy od dłuższego czasu wierzę politykom na słowo.

Założyciel (anty)ekologicznego ruchu Green Peace, który (poprzez wspieranie dewastującego naturę komunizmu) jak mało która z lewackich organizacji przyczynił się do zanieczyszczenia środowiska naturalnego, doradza Polsce budowę elektrowni jądrowych. W tym przypadku, podejrzewam dziwaczną waporację esencji głupoty i niewyjaśnioną aktywację fluidów rozsądku. Lewak doradza coś pożytecznego. Niby należy bać się Greków nawet przy przynoszą dary, ale ja wolałbym na sprawę patrzeć w bardziej przychylny sposób – może lewactwo wcale nie jest głupie, a jedynie ich mózgi są zoptymalizowane do działania w znacznie wyższych niż średnie temperaturach?

czwartek, 27 lipca 2006
Smutne myśli o tyranii

[Monarchą królewskim jest ten, kto okazuje się tak samo podległym prawom natury, jak pragnie, aby poddani byli podlegli względem niego.]

Pisze Jan Bodinus w Drugiej Księdze o Rzeczpospolitej. Jeśli by przełożyć myśl francuskiego jurysty na nasze, chore czasy, trzeba by zamienić jasne i miłe prawicowej duszy słowo „monarcha”, terminem podejrzanym „państwo”. I tak definicja władzy prawowitej jest aktualna i dzisiaj. A właściwie: nieaktualna, bo o tyranii miała być mowa.

Władza tyrańska nie spełnia powyższego warunku – nie zachowuje praw natury, a więc jej poddani nie mają moralnego obowiązku przestrzegać nieprawych ukazów osobowego lub zbiorowego (jak to jest niemal zawsze w demokracji) tyrana. Właśnie taka myśl mnie naszła, gdy po powrocie z kilkudniowego odwyku od mediów, przejrzałem zaległe depesze prasowe.

To, że Wspólnoty Europejskie mają w głębokim poważaniu prawo własności (trzecie z podstawowych praw naturalnych) było mi wiadome od dawien dawna. Co do zagrożenia pozostałych dwóch, tj. wolności i życia, również miałem mocne podejrzenia, acz dopiero w tym tygodniu tyran WE, zwany wUjkiEm Józiem, postanowił przestać grać z praworządnością w ciuciubabkę, i udowodnił mi swą tyrańskość dogłębnie. Chodzi mi o dwa wydarzenia: sponsorowanie tzw. badań na komórkach macierzystych oraz głośne medialnie zastosowanie tzw. europejskiego nakazu aresztowania. Święty Tomasz w De regno zauważa, iż:

[Do ich (tyranów – przyp. Lear) niepokuty przyczynia się jeszcze to, że uważają, jakoby wolno im było wszystko, co mogą robić bezkarnie i nie trafiając na opór. Toteż nie tylko nie próbują się zmienić, ale nadając swoim obyczajom moc prawa, przekazują potomstwu zuchwałość w grzeszeniu.]

I tu widać całą perfidię Eurosojuzu – nie chodzi już tylko o to, że pozwala na barbarzyństwo – on nas zmusza do udziału w nim. Płacąc podatki, a więc i zasilając składkę wspólnotową, każdy z nas będzie finansował przerabianie z istot ludzkich na części zamienne. I nikomu z tych jakobinów antyeuropejskiej rewolucji nie przychodzi do głowy choć cień wątpliwości, gdy jednocześnie ustanawiają „prawa człowieka” dla małp. Cóż, może z małpami czują się bliżej spokrewnieni niż z nienarodzonymi ludźmi, jak nie genotypem, to duchem.

Sądzę, że promotorzy tego pomysłu mogliby z powodzeniem prowadzić pijar dla Trzeciej Rzeszy, usprawiedliwiający holokaust, oczywiście, jeśli żyliby za czasów wojny i przystąpili do mniej internacjonalnego odłamu lewactwa (NSDAP). Mentalność zapewne bliska.

A ograniczenie wolności? Dumna Rzeczpospolita Polska Trzecia i Pół niedawno pozwoliła WE również na ostateczne odebranie suwerenności prawnej. Bo wydanie Adama G. na postawie tzw. ENA to nie tylko pogrzeb naszego systemu prawnego – to przede wszystkim zwycięstwo Sojuza, który teraz może wszystko, niezależnie od kłamstw smażonych w „integracyjnej” kampanii naszych miejscowych volkseurosów. Ha! A dziś lewica krytykuje Sikorskiego, za rozważanie eksterytorialności amerykańskich baz (co też mi pachnie niemiło, ale te bazy mieć u siebie MUSIMY!). Już abstrahując od tego, że czym innym jest oddanie kawałka pola i przestrzeni powietrznej państwu na końcu świata, a co innego systemowego precedensu sąsiadowi (mieszkającemu, niejako „nad nami” – WE) i Wielkiemu Bratu. Chodzi o samo pomieszanie pojęć – Amerykanom możemy oddać prawa do kilkuset kilometrów kwadratowych. Brukseli została oddana suwerenność prawna na terenie całej RP.

I co z tego wszystkiego wynika? Ano jedna rzecz – WE to tyran. O ile będę przestrzegał niektórych ich zasad z samej obawy o karę, nic, absolutnie nic, nawet żadna konserwatywna praworządność nie skłoni mnie do uznania WE za władzę legalną i prawowitą. Ot, kolejny okupant kraju. Ten jeszcze nie zabija (choć po wprowadzeniu mengelowskich badań nad „komórkami macierzystymi”... zacznie), ale wciąż tylko kradnie, mimo to jest tyranem. Jakoś bardziej wierzę Akwinicie i Bodinusowi, niż Giscardowi i innym zrakowaciałym komórkom tego ochlokratycznego uzurpatora.

czwartek, 20 lipca 2006
Samokrytyka harcownika

Nie będzie komentarza, bo nie mam siły komentować takich bzdur. Sami przeczytajcie, ja dodam tylko od siebie akt samokrytyki.

Przez pięć lat prowadziłem drużynę zuchową. Byłem odpowiedzialny za swoich zuchów na pięciu koloniach.

Przez pięć sezonów zmuszałem moich podopiecznych do zachowania higieny, także mycia ubikacji, gdy było to konieczne (rotacyjnie, każda szóstka miał swój dyżur). Jeśli potrzebne było użycie niebezpiecznych dla zdrowia środków czystości np. z zawartością chloru, wyręczałem (razem z resztą kadry) moje zuchy.

Przez pięć sezonów stosowałem kary za spóźnienie się na zbiórki. Były to także przysiady, wedle ustalonego wcześniej i znanemu wszystkim prawa.

Jeśli publiczne przeprosiny można uznać za samokrytykę, to zmuszałem zuchy, które zachowywały się niedopuszczalnie wobec innych, do samokrytyki.

Chyba na każdej z kolonii, którą prowadziłem, co najmniej raz zuchy obierały ziemniaki. W swej naiwności założyłem, że od ciągłego jedzenia makaronu mogą nieco zmarnieć.

Zmuszałem podopiecznych do mycia garów. Po sobie.

Jako zastępowy w harcerstwie (11 lat+) robiłem alarmy o 3 nad ranem. Śmiem także zauważyć, że ćwiczebny, nocny alarm przeciwpożarowy jest WYMAGANY przez obowiązujące (przynajmniej w latach 2000-2004) przepisy BHP dotyczące wypoczynku zbiorowego.

Na swoje usprawiedliwienie, Wysoki Sądzie Wyborczy, dodam, że w wieku zuchowym byłem obiektem podobnych, niecnych praktyk. Moja chora osobowość uważa zuchowanie za najwspanialszą przygodę dzieciństwa.

A winni są także rodzice dzieci – wiedzieli, że harcerstwo to zbieranina sadystów, która każe po sobie sprzątać i karze za świadome działanie na krzywdę swoich koleżanek kolegów. Ba, wcale nie sprzeciwiali się taki barbarzyńskim praktykom. Bredzili coś o „prawdziwym wychowaniu” i „harcerskich metodach rozwoju”.

Sugeruję (dla siebie i rodziców moich zuchów) karę eutanazji, poprzez ośmiogodzinne słuchanie apokaliptycznych przemówień JE. Sz. p(osła) Donalda Tuska.


Ps.
Katechizm choć działa nadal (a jego wskazania są wieczne!) zawiesza swoją redakcję na czas nieokreślony (około tygodnia). Wiąże się to z wyjazdem rekreacyjnym zespołu teologicznego (sztuk: 1 – przyp. Lear)
środa, 19 lipca 2006
Nadzieja bezobjawowa

Przyznam się bez bicia – nie wysłuchałem expose premiera Kaczyńskiego w całości. Znam obszerne fragmenty przemówienia, ale to z pewnością zbyt mało dokonywać błyskotliwych analiz, rozbiorów logicznych i szukać lapsusów językowych (choć przy tym o czarnym i białym zdrowo się uśmiałem). Kto tego ciekawy, niech sięgnie na przykład na stronę reżimowych jajcarzy z blog.fm. Albo uwierzcie mi na słowo – w expose nie było niczego nowego.

Nie ukrywam, że budzi moje nadzieję, już nieco przerdzewiałą wiarę w „pełzającą rewolucję” z Kaczyńskimi, jako zderzakami prawdziwej odnowy RP (o numerze dowolnym). Pierwszy harc przed jesiennym sprzątaniem po WSI, obóz kaczystowski już wygrał – wciąż trwa. Samoobrona nie zerwała się z powrozów i ugrzęzła już w pochwalnych deklaracjach dla ekipy Jarosława Mądrego. W miarę bezbolesna wymiana rządu (nadal się zastanawiam, na rydza im to było, ale widać katastrofa się nie stała) nie spowoduje załamania się notowań, więc obrońcy Układu raczej nie odważą się grac pod wcześniejsze, jesienne wybory. Starcie, które rozegra się w okolicach 30 września, zostanie rozstrzygnięte przy obecnym stanie sił. Mowa Kaczyńskiego upewniła mnie, że PIS jest swoich sił pewny.

Kaczyński nie krzyczał, nie atakował, nie zarzucał. Mówił ostrożnie (ostrożność to cecha silnych, cechą słabych jest desperacja), wiedząc, że nie może wdać się wciągnąć w psujące image rządu pyskówki. O sprawach państwa mówił tak ogólnie, aby mieć praktycznie w każdej dziedzinie wolną rękę, móc dostosować się do sytuacji. Jako jedyny pewnik podał trzymanie obecnego poziomu deficytu, co oznacza, że ZUS zbankrutuje nie wcześniej, niż zbankrutować musi. Tak więc socjalizm będzie nadal skandaliczny, ale przynajmniej nie zabójczy. Miłe.

Co prawda, to co w co wierzy pan premier nie jest tak ważne, jak to, co jest na prawdę, obecny spokój akolitów rewolucji rokuje dobrze. Do jesiennego drugiego etapu anty-post-peerelowskiego przewrotu obóz rządzący ostrożnie przydryfuje, a potem się zobaczy. Mam nadzieję, że zobaczy się czarne, jako czarne, a białe jako białe, a nie na odwrót.

To taka moja cicha nadzieja bezobjawowa.

wtorek, 18 lipca 2006
Porażka crash-testu

Być może pamiętacie moją „artystyczną prowokację”, przy okazji notki o dr’e Ratajczaku. Wtedy to, do głębi rozbawiony ogłoszoną przez Związek Gmin Wyznaniowych Żydowskich akcją Magen, wysłałem im link do tego felietonu z kpiarską sugestią, aby został oceniony pod kontem „antysemityzmu”. Po pewnym czasie, kiedy już trochę ochłonąłem po pierwszych reakcjach, stwierdziłem, że moja kpina z ZGWŻ była szyta sporo na wyrost.

No bo co (z konserwatywnego punktu widzenia) jest złego w tym, że grupa obywateli RP samoorganizuje się w celu zwiększenia własnego bezpieczeństwa? Aksjologicznie rzecz biorąc – nic. Co złego w tym, że grupa prywatnych obywateli składa doniesienie o przestępstwie (zakładając, że jest to prawdziwe przestępstwo, jak pobicie, lub groźba karalna, a nie np. „kłamstwo oświęcimskie”). Ano nic, przyklasnąć tylko. Wszelkie degeneracje samego pomysłu, które mógłby go zmienić w szkodliwy i demoralizujący przykład, musiałby się odbyć na poziomie administracji państwowej. To nasza rodzima administracja decyduje, czy ze względów politycznych odejść od zasady równości wobec prawa (np. faworyzując jednych poszkodowanych wobec drugich ze względu na pochodzenie etniczne), czy z tych samych powodów balansować na granicy śmieszności (medialne polowania na brunatnego misia, który zaczepił Schudricha). Oczywiście, to są rzeczy które mnie śmieszą, bądź denerwują. Ale nie jest to powód, aby mieć pretensje do samych Żydów z ZGWŻ – teoretycznie nawet Wy – czytelnicy tego bloga, moglibyście się zorganizować się w podobną grupę samopomocy i korzystać z takich dobrodziejstw (może bez podobnego feedback’u mediów, ale to oddzielny temat). Po przemyśleniu problemu, stwierdziłem, że nie denerwuje mnie sam Magen, ale raczej kontekst, w którym akcja została zorganizowana. Jak zostałem poinformowany, ZGWŻ ma z tym kontekstem znacznie mniej wspólnego, niż byłem skłonny podejrzewać. Czy nie łajamy Żyda za nadgorliwość goja?

Ciekawiło mnie, jak bardzo paranoicznie zostanie odebrana moja skarga (albo też: czy nie zostanie dostojnie olana). I w mojej ciekawości, srodze się zawiodłem. Bo oto dostałem w zeszłym tygodniu odpowiedź pani Malki z ZWGŻ. Za pozwoleniem, cytuję ten list (wytłuszczenia moje):

 

[Szanowny Panie,

Przeczytałam bardzo uważnie Pana tekst i stwierdzam, że nie jest on w żadnym
fragmencie antysemicki. Nie wiem, czy jest Pan antysemitą, czy nie, ponieważ
trudno to stwierdzić po jednej wypowiedzi. Przykro mi nie dostanie Pan
jeszcze certyfikatu „żydożercy”
.

Co jakiś czas spotykam się z wypowiedziami np. „Wszyscy wiemy, że wasz naród
ma pieniądze.”.  Według znakomitej większości Żydów, których znam osoba
posługująca się tego typu stereotypowymi sloganami nie musi być antysemitą.
Może jej język jest ubogi na tyle, że musi używać „gotowych” zwrotów, może
żywi ogólną pogardę do ludzi, może nie lubi siebie za to, że jest biedna i
obwinia wszystkich, żeby nie uświadomić sobie, że jest nieudacznikiem
życiowym. Nie wiem.
Co do Pana wypowiedzi cały nasz zespół zgadza się z jej ogólnym przesłaniem.
Osobiście chciałabym umieć tak dobrze uzasadniać swoje racje. Czytałam z
wielkim zainteresowaniem, tym bardziej, że nie lubię uogólniania, nagonek,
szukania kozłów ofiarnych
. Ma Pan rację, że ta sama zasada spowodowała
Zagładę Żydów.
Społeczeństwo lubi spektakularne akcje, media kochają je jeszcze bardziej. A
co z jednostką?
Właśnie dlatego powstał program Magen. Uważa się, że w Polsce przejawy
antysemityzmu to problem marginalny. W pewnym sensie tak. Statystycznie
niewiele u nas się dzieje w tym temacie. Może inaczej wygląda to w
zagranicznych mediach, ponieważ Polska i antysemityzm jakoś dobrze się
komponują na pierwszych stronach gazet, ale... Nikt się nie zastanawia, co
przeżywają osoby, którym ktoś na drzwiach czerwoną farbą napisał „Żydówo
zginiesz jak cały twój naród”. Nawet Pan, osoba o tak zdrowym spojrzeniu na
świat, odebrał apel programu Magen jako uruchomienie „nagonki”.
Osobiście spędziłam ze wspomnianą osobą godziny rozmawiając i udzielając
wsparcia. Jej rodzice zginęli w Holokauście, a ona sama pamięta jak w 68’
ukrywała swoje pochodzenie. Policja nie zrobiła nic do momentu, aż
zadzwoniliśmy do nich osobiście.
Nie interesuje mnie tworzenie propagandy „anty – antysemickiej”. W każdej
swojej wypowiedzi podkreślam, że Polska w ogólnym podsumowaniu jest krajem
bardzo przyjaznym Żydom i życzyłabym sobie, żeby w innych krajach było tak
samo, ale jednocześnie razem z zespołem będziemy monitorowali każdy
jednostkowy przypadek nam zgłoszony i doprowadzali do ujęcia sprawców. Czy
jestem „antysemitożercą”? Może Pan udzieli mi odpowiedzi?
W podsumowaniu już, proszę zauważyć, że nagonka na Pana Ratajczaka nie była
zorganizowana przez Żydów
. Co wyda się Panu może dziwne, polskie organizacje
żydowskie są bardzo dalekie od rozdmuchiwania spraw, które nie są tego
warte. Co innego Centrum Wiesentala, za które często osobiście się wstydzę,
ponieważ wypowiadają się w sprawach, o których nie mają pojęcia i w
rzeczywistości szkodzą polskim Żydom.
Dziękuję za Pana list. W codzienności indoktrynujących mediów, polityków,
aktywistów dobrze usłyszeć głos zdrowego rozsądku.

Pozdrawiam]

Hm... słabo? Bo ja zostałem mocno przez tę odpowiedź zawstydzony. Spodziewałem się wybuchu politporawnego szału, komponującego się z atmosferą polowania na białe i brunatne niedźwiedzie, tym czasem otrzymałem odpowiedź spokojną, wyważoną i prawdę mówiąc, nie mogę odmówić pani Malce logiki argumentacji. Zapewnienie, że ZGWŻ nie brał udziału w szczuciu dr. Ratajczaka, przyznaję – zaskoczyło mnie. Bo choć nigdy o tym nie słyszałem, aby ZGWŻ aktywnie gromił DR, spodziewałem się tego. I w tym liście oczekiwałem jakiegoś zelockiego szału zajadłości wobec bohatera niedawnej notki. Skoro jednak ten nie wystąpił, może warto zadać sobie pytanie: czy i my nie posługujemy się kliszami w naszych ocenach?

To tak Wam wszystkim i sobie samemu pod rozwagę pozostawiam.

poniedziałek, 17 lipca 2006
Do Wesołego Romka
Lex retro non agit!
sobota, 15 lipca 2006
Żal bez sympatii

Jeszcze wczoraj, ten felietonik brzmiałby zupełnie inaczej. Przez ostatnie 24 godziny jednak wiele się zmieniło, a przynajmniej ja dowiedziałem się o wielu rzeczach. Bardzo możliwe, że za kolejne 24 godziny będę czuł coś zupełnie innego. Ale trzy słowa musze napisać już dziś, aby nikt nie powiedział, że jestem obojętny na tak tragiczny temat.

Liban. Wojska izraelskie, tak siły powietrzne, morskie i lądowe dokonują ataków na terytorium tego małego państwa. Oficjalnie, w celu odbicia dwóch żołnierzy, porwanych przez Hezbollach. W praktyce chodzi o Żydom o ostateczne rozwiązanie kwestii zbrojnych organizacji uchodźców palestyńskich. Przynajmniej mam nadzieję, że tylko o to.

Jako konserwatysta, uważam, że każde państwo ma nie tylko prawo, ale i obowiązek chronić życia i mienia swych obywateli. Jeżeli inne sposoby nie są możliwe, może użyć także siły militarnej. Działania Izraela przeciwko Helbollahowi są aksjologicznie uzasadnione. Wedle prawa narodów, Izrael odpowiada na zbrojną agresję bytu, który może nie jest państwem, ale posiada armię. Jakkolwiek jestem zwolennikiem samostanowienia narodów, nie popieram samostanowienia organizacji terrorystycznych, więc butna retoryka Hezlbollahu pachnie mi okrutnym cynizmem. Chciałbym wolności dla Palestyńczyków, ale i kulki w łeb dla bandziorów, którzy w swej „odwadze” walczą z cywilami.

Izrael mógł i odpowiedział na ataki wobec swoich obywateli. Od pierwszych godzin konfliktu żałowałem losów cywilnych ofiar wojny, ale niestety – cywile giną na każdej wojnie. I jakkolwiek potoczą się dalej wydarzeni, uważam, że Żydzi mieli prawo odpowiedzieć siłą na siłę. Byle tylko agresorom...

Jeszcze wczoraj w pełni popierałem zdecydowane, ale potrzebne działania armii żydowskiej. Dziś już nie mogę wykrzesać z siebie tej sympatii. Izrael być może atakuje Helzbollah, ale cierpi na tym mały i niewinny naród libański. Naród, którego nikt nie pytał o zgodę, kiedy terroryści islamscy werbowali na jego terytorium swych akolitów. Naród, który nie ma siły utrzymać porządku na swojej ziemi, gdyż nie pozwala mu w tym bezwzględna rywalizacja silniejszych sąsiadów – Izraela i Syrii. Właśnie dlatego ONZ wysłała tam swoich żołnierzy. Dziś ci żołnierze ( w tym także nasi wojacy) siedzą spokojnie w schronach, gdy na zewnątrz trwa dramat czterech milionów ludzi, których onzetmani mieli bronić. Wstyd i hańba, także dla wojska polskiego.

Każda ocena zaistniałej sytuacji jest trudna. Izrael, być może w samoobronie, zadaje niewyobrażalne rany małemu państwu. Blokuje porty, niszczy infrastrukturę. To spowoduje lata opóźnień cywilizacyjnych Libanu. Nawet jako zdecydowany konserwatysta, nie mogę poprzeć akcji odwetowych, w których narażeni są cywile, niszczone jest mienie prywatne i lekceważone prawo niepodległego państwa. Nie chce być złym prorokiem, ale Izrael, choćby jutro już zabił Nasrallaha, bardzo szybko może poczuć na własnej skórze efekty tak bezwzględnej polityki – fanatycy islamscy dostali do ręki argument przeciwko honorowym i cywilizowanym metodom walki. Teraz każdy atak na cywilów w Izraelu będzie nazwany odwetem za ofiary Bejrutu.

Osobiście już oswajam się z myślą o potrzebie interwencji sił międzynarodowych tak w Libanie, jak na spornych terytoriach pod administracją Izraela. Prawdziwej interwencji, nie siedzenia w schronach i popijania chłodzonych napojów. Gdyby wojska ONZ robiły to, co deklarują, że chcą robić, ta wojna nigdy by się nie rozpoczęła.

Choć wiem, że bez zniszczenia terrorystycznych organizacji islamskich popieranych przez Iran nie będzie w Lewancie pokoju, nie mam już w tej wojnie żadnych sympatii. Żal mi tylko Libańczyków, którzy znów płacą za cudze zło.

piątek, 14 lipca 2006
Pro Fide, Rege et Lege

Cześć i chwała wszystkim niewinnym ofiarom Wielkiej Rewolucji (anty)Francuskiej.

Złóżmy hołd męczennikom za Wiarę, Króla i Prawo, w dwieście siedemnastą rocznicę początku tragicznej Burzy nad Europą!


[‘]

ps.

Mój urlop trwa, ale nowe notki niedługo
środa, 12 lipca 2006
Mesjasz po żydowsku

Miałem sobie zrobić przerwę od bloga, ale nie mogę. Niektóre słowa szarpią mocno, nawet gdy zasypiam przed monitorem, pisząc pracę. O tym kwiatku „języka miłości” muszę napisać, ot abyśmy wiedzieli, z czym mamy do czynienia.

Dzięki felietonowi niezawodnego Stanisława Michalkiewicza, dotarłem do tłumaczenia artykułu z izraelskiej gazety „Jediot Achronot”. Już furda z artykułem, stary jest i nieco zbyt... hm... montypajtonowski, aby z nim dyskutować. Przeraziły mnie za to wpisy na forum poniżej. A dokładniej jeden. Cytuje w całym bogactwie (wytłuszczenia moje – Lear):

[9.  Poland, war crimes and EU hypocrisy                         
The EU admitted to membership not only Poland but also Latvia and Lithuania, i.e. three of the countries whose people most actively collaborated in the Nazi genocide of the Jews. The EU does not object to the failure of these countries to pursue Nazi war criminals.
At the same time the EU refuses membership to Serbia unless it takes more rigorous action to pursue those responsible for war crimes against Muslims.
What does this tell us?

Larry,  Eastbourne, UK   (05.17.06)]

Nie wierzycie? Oto obrazek.


Od razu zaznaczam – nie wierzę w żaden spisek antypolski, nie uważam Anglików za ksenofobów, ani nie wypalam z żadnych tradycyjnych dział potępienia. Nieuk i cham może się zdarzyć wszędzie. Także w Eastbourne, UK. Z tym że wiele zależy od tego, jak się wypociny takich nieuków traktuje. I jaki klimat otwartości i dobrej woli panuje w przestrzeni medialnej danego kraju (chodzi mi tu o UK, nie o Izrael!). Bo u nas, tak obraźliwa wypowiedź dotycząca dowolnego kraju znikłaby w kilka godzin, a przynajmniej administrator forum zostałby zalany masą skarg. A tu... widzicie – post wisi prawie dwa miesiące.

Larry uważa, że Polska to jeden z „trzech krajów, w których ludzie najaktywniej współpracowali w ludobójstwie Żydów przez  Nazistów (z dużej litery? To już Nazi stali się narodem i to tożsamo różnym od obywateli Trzeciej Rzeszy!). Nie musze chyba tego komentować. Dalej – Larry domaga się wymuszenia przez EU ścigania nazistowskich (może Nazi to więcej niż naród, bo nawet przymiotniki Larry pisze z wielkiej litery. O co może mu chodzić? Herrenvolk, czy jak?) w Polsce. Hm... czy sąd radzieckiej władzy w Polsce na 9 mieszkańcach Kielc za mord w 46 Larry uznałby za działanie wedle świętych zasad UE? Za komentarz niech wystarczy sławny cytat kapitana Renaulta: Aresztujcie tych co zwykle. Ha, a na koniec rodzynek – Larry porównuje holokaust do wojny na Bałkanach. Czy to da się podciągnąć pod antysemityzm i kłamstwo oświęcimskie? Przynajmniej tak byśmy dorwali tego odrażającego prymitywa, który napluł w twarz wszystkim dzielnym Polkom i Polakom, którzy w czasie drugiej wojny światowej walczyli na wszystkich możliwych frontach (zwłaszcza w samym kraju), aby dziś Larry z Eastbourne mógł się opalać w glorii pogromcy narodowego socjalizmu.

Ale nie o tym chciałem napisać – chodzi mi o antypolonizm. To słowo obrosło tysiącem złych i nietrafionych znaczeń. Bo według mnie, użycie owego terminu wobec ludzi, którzy usiłują orżnąć państwo polskie na grube miliardy, łamiąc prawo własności i obowiązujące w RP prawo spadkowe, niewiele mają wspólnego z antypolonizmem. To raczej zwykła pieniądzofilia (no, niektórzy, np. Michalkiewicz, sugerują jeszcze, że chodzi o grubszą politykę). Natomiast takie myślenie, jakie prezentuje Larry z Eastbourne antypolonistyczne jest. Jest to wyraz ksenofobicznej mitologizacji grupy ludzi ze względów etnicznych, poparte pseudonaukową wiedzą i innymi dziwnymi objawami towarzyszącymi (czy Larry uważa, że przestępcy z Serbii powinni zostać nieosądzeni, tylko dlatego, że mordowali „obcych rasowo” muzułmanów?). Czy jest to wina samego Larrrego? Głupota i chamstwo tak, ale to nie przestępstwa. Natomiast pełna pogardy ignorancja przestrzeni medialnej, w której ten komentarz się ukazał, to problem z którym Polacy musza walczyć. Na początek, nie przed sądami i trybunałami, nie pozywajmy Larrych wszystkich krajów o zniesławieni, nie żądajmy odszkodowań. Zacznijmy od szacunku do samych siebie. Od braku pobłażania dla pogardliwego języka we własnym domu. Przykład podobnego prymitywizmu przytoczyłem w poprzedniej notce.

To sprawa pilna. Dlaczego? Bo ma takie dziwaczne wrażenie, że my – Polacy, czyli tzw. „zoologiczni antysemici”, idziemy w ślady Żydów dokładniej, niż nam się wydaje. Nie walczymy ze stereotypami na swój temat, a przyswajamy je, w tej czy innej formie (autodefamacji i serwilistycznych przeprosin, jak politporawna lewica, lub zaprzeczenia, jak niepolitpoprawna lewica, tzw. narodowa). I choć Żydom udało się z permanentnej niechęci otoczenia uczynić siłę jednocząca i hartująca poczucie wspólnoty, nam się to może nie udać. Ot, mamy o dwa tysiące lat mniej doświadczenia niż Izraelici i znacznie mniej (już, niestety!) zjednoczone wokół religii i tradycji społeczeństwo.

Może to moja konfabulacja, ale naród który jakiś czas temu ochrzcił się „Chrystusem narodów”, może ma dziś chętkę na bycie „Żydami narodów”. Eksperyment kulturowo-socjologiczny ciekawy – taki mesjasz po żydowsku – ale może boleć.

To nie zdrowo, czuć kompleksy, bo ostatnio nikt nie dokonuje pogromów na Polakach.

wtorek, 11 lipca 2006
Wyjaśnienie / Z Kaczej Łaski

Na początek wyjaśnienie – mało piszę na bloga, bo dużo pisze gdzie indziej. Konkretnie chodzi mi o moją naukową prace roczną, której wymaga ode mnie uczelnia. Cierpliwości – skończę i wracam na dobre.

A na dziś rodzynek - temat z forum: Kraj Agory. Do tej pory mógł już zniknąć, bo ma wszelkie przesłanki do wykasowania, a nawet zastosowania sankcji karnych, więc cytuję w całości (z wycięciem słów niecenzuralnych):

[Polska Kaczyńskich - zasyfiony, zacofany bu***l!

Autor: earthman

Data: 11.07.06, 13:48

Afery, przekręty, chaos. Nietolerancja, faszyzm, ksenofobia. Ciągły kryzys,
ciągłe szaleństwo, zastępowanie poprzedniej afery następną, większą, i tak w
nieskończoność. Ciągłe skupianie uwagi na sobie przez Kaczorów, a
dziennikarzyny i zwykłe ludziki przyglądają się temu z rodziawionymi
dziobami. Pan Premier Kaczor pierdnął - konferencja prasowa. Pan Prezydent
Kaczor dostał sra***i - afera państwowa. Folwark zwierzęcy to przy tym mały
pikuś. Było źle, to żeśmy jeszcze kozę przyprowadzili. Jak się jej
pozbędziemy, wreszcie zrozumiemy, jak jest świetnie. Tylko czy z Polski
będzie jeszcze wtedy co zbierać? Kaczyńskie gó****ady mogą ją rozpi****yć!
]

Chyba wszyscy znamy ten język miłości, stosowany przez akolitów Starego Porządku. Taka naszła mnie myśl, że gdy u steru oficjalnie byli czerwoni i różowi, to zwolennicy Odnowy mogli kląć, bluzgać i grozić, ale za nic, podkreślam: za nic, nie obrażaliby własnego kraju. I nigdy nie wyparliby się, że Polska jest ich domem. A sz. l. (szanowny lewak) Earthman? Polska nie jest jego, bo Polska jest Kaczyńskich, i takich innych ciemnogrodzian, którzy nie klną na swoja ojczyznę. Proste?

Nie, nie takie proste. To widzimy zabawny fenomen – oto deklaracja szczerego antydemokraty. Skoro Polska jest Kaczyńskich, to znak że to Panowie Bracia są suwerenami RP, a nie jakiś tam naród, jak w przypadku paradygmatu demokratycznego. Jeśli nawet ciemny lud wybrał sobie taką władze, to nie jest to władza Earthman’a, skoro on takim ciemnym ludem gardzi. Kto wie, może sz. l. marzy, aby jakiś dzielny euro-Pol-Pot wyzwolił Priwiśliński Kraj z kaczych łap? Oczywiście, taki żołnierz lewackiej fortuny, działający w imieniu Earthman’a nie będzie faszystą, jak gen. Franco, bo uszyje sobie flagę z ładniejszymi kolorami. Oczywiście, obalenie tej nieprawej (bo demokratycznej władzy) nie będzie miało nic wspólnego z „Folwarkiem zwierzęcym”, a po wywaleniu Kaczyńskich zniknął wszelkie przekręty, oszustwa i wróci złoty wiek Trzeciej RP.

Giertycha będzie można wrzucić do wora (albo do dwóch, jak się nie zmieści) i topiąc tę marzannę ciemnogrodu, powitać święto wiosny.

Wesołej zabawy, Earthman’ie!

 
1 , 2 , 3