Polityka, Gospodarka, Cywilizacja, Kultura. Liberalizm, Konserwatyzm, Rozsądek.
poniedziałek, 30 października 2006
Powrót Króla Leara / Wreszcie debata!

Serdecznie przepraszam wszystkich Czytelników bloga za trzy tygodnie jedynie duchowej obecności. Z wrodzonego lenistwa, przedłużyłem sobie urlop chorobowy. Ale ponieważ zdarzyło się przez ten czas wiele, aby wręcz nie powiedzieć: bardzo wiele, wracam z tej emigracji wewnętrznej. Jestem nieco nie na czasie, jeśli chodzi o sprawy bieżące, zacznę więc o tych ponadczasowych – dziś: monarchia.

24 X 06, aula im. Jana Pawła II na UKSW (niby Warszawa, ale tak na prawdę, to cudowny Lasek Bielański) – konferencja naukowa pod tytułem „Demokracja – przyszłość, czy anachronizm?”. Propozycja ciekawa, bo firmowana przez KZM, a dobór gości zapowiadał się smakowicie. Obowiązki naukowe nie pozwoliły mi być na spotkaniu, jednak mój ojciec nagrał zapis audio wszystkich wystąpień. Z plajbaku, czy nie, dyskusję były niezwykle ciekawe, choć nie było zasługą wszystkich gości.

Cóż, prawie cztery godziny konferencji nie nadają się do streszczenia, podzielę się więc z Wami tylko ogólnymi myślami na temat spotkania. Pierwsza część była swoista rozgrzewką – prezentacją stanowiska zdecydowanie monarchistycznego i nieprzejednanie antydemokratycznego (niezawodny dr. Wielomski) oraz umiarkowanego demokratyzmu (dr. Sowiński), jednak w tym lżejszym, chadeckim wydaniu. Strony „poróżniły się pięknie”, sprawnie przedstawiając protokół rozbieżności, choć palmę pierwszeństwa należy przyznać drowi Wielomskiemu - nie chodzi mi oczywiście o rację merytoryczną (choć i ta z pewnością leży po jego stronie. – przyp. Lear), ale o styl dyskusji: dr. Sowiński kilkukrotnie wpadł w tautologiczne meandry demokratycznej nowomowy.

Druga cześć debaty ściągnęła głośne nazwiska. Adam Wielomski został, jako zmiennik posła Pawelca. Jako wsparcie Ciemnogrodu wystąpił redaktor Michalkiewicz, a stronę demokratycznego światła i nieubłaganego postępu prezentował redaktor Żakowski z (ex)posłem Lityńskim. I w tej części konferencji nie padło żadne nowe słowo – strony jakoby odczytały stanowiska ideowe swoich obozów światopoglądowych. Jednak zdecydowanie lepiej wypadł Ciemnogród (moim zdaniem. Czy ktoś z Czytelników był obecny? Jeśli tak, proszę o komentarz.), albo inaczej: Jasnogród nie wykazał żadnego wigoru polemicznego, a automatyzm niektórych odpowiedzi (zwłaszcza odruchowa apologia Kuronia, autorstwa Lityńskiego) zniechęcał do wsłuchania się w sens wypowiedzi (sic!) jaśnieoświeconych lewaków. Żakowski był podejrzanie uprzejmy, przynajmniej na tle swoich standardów. Prócz dwóch i to umiarkowanie chamskich wycieczek w stronę red. Michalkiewicza, mówił spokojnie, zapamiętale i drętwo. Razem z Janem Lityńskim tylko powtarzali mantry o wspaniałości demokracji III RP. Cóż, może warto było tego posłuchać, aby sprawdzić jak pusto brzmią podobne deklarację przed neutralnym (to jest: nie sfanatyzowanym politpoprawnie) audytorium.

Na deser, red. Michalkiewicz wyłapał freudowską pomyłkę red. Żakowskiego, mówiącego o „eliminacji poglądów dysfunkcyjnych w demokraci”. „Antyjudejczyk” zapytał Salonowca, czy zamierza likwidować owe „poglądy dysfunkcyjne” razem z właścicielami, czy bez. Ów problem wzbudził powszechną wesołość na sali.

Na deser zaserwowano Nam pojedynek nazwisk głośnych i zasłużonych – naczelnego nad Wisłą badacza historii Kontrrewolucji – prof. Jacka Bartyzela oraz ks. prof. Piotra Mazurkiewicza, dyrektora Instytutu Politologii UKSW. Tu starł się piewca Dawnego z wiernym uczniem Arystotelesa – monarchista z arystotelikiem politycznym, uznającym prawowitość wszystkich trzech Ustrojów Podstawowych. A sam temat panelu był gorący: „Demokracja a Kościół”. Obaj uczeni przedstawili zgodny obraz wielowiekowego stosunku Kościoła do ludowładztwa i rewolucję, jaka w tej materii zaszła w dwudziestym stuleciu. Oczywiście, prof. Bartyzel przedstawił tę historię oczyma Tradycjonalisty, a słowach ks. Mazurkiewicza unosił się aromat Vaticanum Secundum (choć w jego kanonicznej, nie skrzywionej przez modernistyczną ekstremę wersji).

I dla mnie był to wzorzec prawdziwej dyskusji, jakiej brakuje mi w polskiej nauce, polityce... jakiej brakuje mi w Polsce w ogóle. Bo obecnie debata na jakikolwiek temat, albo przypomina zgodny chór owiec z „Folwarku Zwierzęcego” (w czym celuje red. Żakowski, jeśli znajdzie się w odpowiednim towarzystwie), albo erystyczną jatkę wyzwisk, krytych tylko wydelikaconym słownictwem (w tym także celuje red. Żakowski, jeśli skonfrontować go z „nośnikiem poglądów dysfukcyjnych”). Ani w jednym, ani w drugim przypadku, nie dochodzi do prawdziwego dialogu (ulubione słowo Jasnogrodu, zdecydowanie w Jasnogrodzie nierozumiane), bo idee albo ośmieszane są przez nudne przytakiwanie, albo giną w agresji. A dyskusja profesorów na UKSW była zupełnie inna – nie chodziło o przekonanie siebie nawzajem, a o przedstawienie problemu. I przedstawiono go z dwóch, różnych (choć nie wrogich sobie) perspektyw, a słuchacze mogli na własny użytek wyrobić sobie zdanie. Życzyłbym sobie, aby choć ułamek tej dyskusyjnej kultury w mediach, czy nawet w sporach na mojej uczelni (która, niestety!, lubuje się w „chórowych” rozmowach).

Mam nadzieję, że czwartkowa konferencja jest wyrazem jakiś głębszych trendów – powolnego zmuszania totalniackiej lewicy intelektualnej (sic!) do rzeczowej dyskusji (panel drugi) oraz prezentacja kulturalnej (bo konserwatywnej!) kultury rozmowy (panel pierwszy i trzeci). Cieszę się, że UKSW krzepnie i stara się wprowadzać zdrowy ferment do zastałego światka warszawskich wykształciuchów. Szkoda tylko, że ten proces trwa tak powoli.

środa, 18 października 2006
Myśli chorego

Na grypę, dokładniej mówiąc. Milczę ostatnio, gdyż najpierw dopadł mnie remont w mieszkaniu, potem jesienne zaziębienie. Podobne warunki bynajmniej nie sprzyjają myśleniu na tematy poważne i śmieszne jednocześnie, jaki dominują ostatnio w polityce. Ale na szybko, kilka luźnych teorii spiskowych.

Samoobrona w rządzie – Okrągły Stół?

No trochę przesadzam – lewica laicka dogadywała się generałami ubecji, a Kaczyńscy tylko z nędznymi porucznikami z SO. Ale nie zmienia to faktu, że kiedyś trzeba będzie PIS z tej decyzji rozliczyć: przyśpieszą, gdy się da – wspaniale, ego vos absolo... Nie, przyśpieszą, utkną w układziku z ludźmi pokroju Maksymiuka jak „partie rozumne” z Układem... cóż...

Myśl druga – Albo Kaczyński wpuścił SO do rządu, bo musiał, albo zrobił to, bo mógł. Jeszcze nie wiemy, co ekipa Macierewicza wygrzebała w okolicach WSI. Być może mają, lub mogą mieć takie haki na lepperowców. Wizja piękna, choć chyba zbyt piękna, aby prawdziwa.

Aha, jeszcze jedno: jeśli ta makabreska na temat 800 złotych za bierne pasożytowanie na ciele państwa okaże się prawdziwa, to stanę się z miejsca antykaczystą. Pewnych granic, Panowie Bracia, przekroczyć wam nie wolno...

Trochę nie rozumiem tej manii wokół szafy Lesiaka (złośliwi twierdzą, że Jaro odkrył w niej Narnię). Chyba dla każdego Oszołoma i Reakcjonisty, zawartość tego przereklamowanego mebla nie jest rewelacją, a oczekiwanie, że Gazeta W. przyłoży do problemu choćby ćwierć swego żarliwego obiektywizmu, zastosowanego choćby przy Rewolucji Ku^#!(ów, jest równie na miejscu, co czekanie na odpowiedzialność karną wobec Czuchnowskiego za zdemaskowanie kontaktu operacyjnego polskiego wywiadu na Bałkanach.

Ks. Isakowicz-Zaleski znów na indeksie. Ale trochę za późno, proszę szanownych Braci Zgromadzenia Judaszowego. Jeśli Znak nie wydrukuje, to tekst wycieknie, jestem o tym przekonany. Kard. Dziwisz (optymistycznie zakładam, że jedynie z powodu chrześcijańskiego współczucia wobec upadłych braci w kurii krakowskiej) usiłuje powstrzymać lawinę. I chyba nie przypadkiem zakaz został wydany dzień po premierze filmu o JP2, która to premiera automatycznie odgrzała sławę i chwałę arcybiskupa. Ale papieskich rocznic, premier filmowych i innych, podobnych festynów nie ma tak dużo, aby zająć nimi gawiedź do Sądu Ostatecznego.

Szkoda dla Kościoła Świętego Judasza, że kiedy był na to czas, nie postarał się o swoją „Komisję Michnika”. „Komisja Życińskiego”? Tak, to by było obiecujące.

A na deser – Ryt Trydencki. Oczywiście, nie podoba się wielu wyzwolonym hierarchom, ale to nic dziwnego. Kiedy słucham naszych oświeconych kapłanów, to czasem mama wrażenie, że nie podoba im się sporo elementów w nauczania, tradycji i liturgii Kościoła Powszechnego...

niedziela, 08 października 2006
Nie płakałem 2

Proszę państwa, oto Lear;) (zdjęcie za: gazeta.pl)


A poniżej krótki aneks do wczorajszej notki.

Dziękuję wszystkim, którzy wczoraj postanowili być obecni. Choć dłużej rozmawiałem tylko z but13’em oraz Ckwadratem (ps. dziękuję za zdjęcie), czułem jakbyście byli obecni na wiecach licznie. Zapewne w tłumie pod Pałacem (a kto wie, może i na Placu Zamkowym;) minąłem się z kimś z Was. A więc teraz, choćby wirtualnie, podaję Wam Prawicę.

Nie wspomniałem na temat wywiadu na e-lama.pl, bo przemiła dziennik@rka nie miała ładnego wozu transmisyjnego, ani postesbeckiech sponsorów, więc w naszej rzeczywistości, nie uchodzi, niestety, za autorytet medialny. Ale jeszcze przyjdzie czas.

UPRewców na wiecu widziałem, ale nie pisałem o nich wczoraj, wiedząc, ze wielu z Nas, liberałów, przeżywało ciężkie chwile, słysząc o „Solidarnym Państwie”. Jednak skoro „konferederatki” powiewały nawet w „Wiadomościach”, to wobec tej dekonspiracji oświadczam wszem i wobec, że
Wolnorynkowcy znad Wisły po stokroć wolą lewicę pobożną od bezbożnej, bo w przypadku tej pierwszej szczerze liczą na liberalne nawrócenie:)

A Olgierda pocieszam – nie piłeś aż tyle, szanowny Przyjacielu, ale to autokorekta mojego Word’a okazała się nadgorliwa i RP maniakalnie popoprawiała na PR (zapewne od Public Relations). Link wpisu z literówką pozostawiłem, aby nie tracić waszych komentarzy.
Skonfudowanych serdecznie przepraszam.

Ps.
Inne relacje:

Do kwadratu

Foxmulder



sobota, 07 października 2006
Nie płakałem po III RP
Nie płakałem po III RP
[Albo: nie płakałem P.O. III RP, jak kto woli]
Pod takim hasłem byłem dziś na kilku manifach. Dodajmy: bardzo różnych manifach, ale na każdej z nich prezentowałem właśnie to hasło. Oto moje refleksje z wiecowej soboty:

12 – Filtrowa, redakcja Gazety Polskiej.
Zgromadzenie kameralne, może trochę więcej niż 100 osób. Rozdaje moje plansze [Dalej Bracia – Róbcie Swoje], [92 ≠06] oraz [Stop Histerii]. Sam stoję z [Nie płakałem po III RP]. Zgromadzenie rusza w kierunku centrum, rozdając po drodze archiwalne egzemplarze „Gapy”. Miła atmosfera wzbudza zainteresowanie wśród mijanych Warszawiaków. Szkoda, że nie wśród dziennikarzy.

13 – Północna ściana PKiN.
Wiec PIS. Ludzi dużo (wydaje mi się, że więcej niż sugerowane w mediach 8 000, ale być może to złudzenie, spowodowane przestrzennym rozłożeniem wiecu (przeszkody w postaci fontann i trawników). Mówi Michał Kamiński, jak na Michała Kamińskiego, całkiem zgrabnie. Ważne: od razu pozdrawia akolitów PO i zapewnia, że nagonki nienawiści to działka TVN et consortes, a nie zwolenników IV RP. Ludzi dużo, co ciekawe, bardzo różnych. Są nawet delegacje LPRu i Samoobrony. Czy Andrzej wie? Ale nie ważne – zaskakuje rozrzut geograficzny demonstrantów i determinacja niektórych. Po plakacie zostałem rozpoznany przez czytelniczkę KKK, mieszkającą ... w Trójmieście! A z tego co obwieszczał Kamiński, nie był to jeszcze rekord, jeśli chodzi o przebytą odległość. Ludzie weseli, rozluźnienie. Żadnych wrogich okrzyków, mój plakat budzi szczery uśmiech i oklaski aprobaty dla hasła. Trochę gorzej robi się, kiedy na scenę wkracza „Oprawa Artystyczna”. Ponieważ moje uszy są wydelikacone na subtelnych dźwiękach black-metalu, opuszczam miłe zgromadzenie i idę dalej w Miasto.

13:30 – Świętokrzyska; mijam „Marsz Białej Róży”.
Głośny, hałaśliwy, ale w sumie spokojny przemarsz sympatyków LPRu. Mój plakat budzi radosne komentarze, przecinam ich trasę i idę dalej.

Ok. 13:45 – jakieś śmieszne lewactwo robi kontrmanifę wobec PO (sic!).
Krzyczą, że protestują przeciw „Lokajowi Rydzyka – Kaczyńskiemu i kato-faszyscie Niesiołowskiemu”. Kiwam głową ze współczuciem – brak wykształcenia medycznego nie pozwala mi udzielić pomocy.

Ok. 13:50 – „Błękitny Marsz” PO, plac Zamkowy.
Zapowiadane przez Tuska „Miliony Polaków” liczą ok. 10 000 ludzi. Nastrój raczej niezobowiązujący, ale jednak czuć pokłady złości – w końcu to manifestacja „przeciw” a nie „za” i to widać na pierwszy rzut oka. „Oprawa Artystyczna” równie przebojowa, ale na szczęście, już kończą. Dużo karnych młodzieżówek z różnych stron P.O.lski. Dziura pokoleniowa: gimnazjum/liceum/studenci a potem to już wiek senatorski. Nie wiem dlaczego.
Chodzę z plakatem ok. 30 minut. Reakcje różne, głównie obojętność. Ale jest też śmiech, zaciekawienie, nawet życzliwe komentarze. Oczywiście, sporo docinków, ale rzadko kiedy na prawdę niegrzecznych. Kilka gróźb karalnych, jedna próba zniszczenia planszy. Ale optymistycznie zakładam, że w takiej masówce element mniej kulturalny statystycznie trafić się musi. Aha, jestem atrakcją turystyczną, wszyscy chcieli mieć ze mną zdjęcie. Nie jestem jednak pewien, czy wszyscy czytali wpierw treść mojego napisu. Zauważam lekki analfabetyzm polityczny, zapewne spowodowany nadmiarem upajających haseł – ludzie uśmiechają się i machają, a dopiero kiedy dochodzi szmer, tych którzy jednak czytają mój plakat, akolici Ancient Regime milkną.

Media:
Kilka słów Karnowskiegu (temu z TVP) pod Pałacem. Krótki wywiad z Tok-FM’owcem na Placu Zamkowym. Ktokolwiek widział/słyszał, ktokolwiek wie, niech się odezwie, czy i kiedy wyemitowano.

Hymn Polski:
Znacznie lepiej poszło PISowi, widać pomnemu wpadki premiera – pod Pałacem ludzie głośno śpiewali, ale podkład muzyczny był, w razie czego, w tle obecny.

To tyle na dzisiaj – zapewne jeszcze opiszę dzień dzisiejszy dokładniej. Ale na spokojnie.
piątek, 06 października 2006
Offtop

Donald Tusk: Za Platformą stoją miliony Polaków!

KKK: Miliony których Polaków i w jakiej walucie?
czwartek, 05 października 2006
Obawy/12

Długo wahałem się w sprawie soboty, niby najbardziej mi pasowała pikieta poparcia dla rządu pod auspicjami PISu (bo z puczystami nic nie chce mieć od czynienia, a iść z Giertychem trochę wstyd...), ale i tak nie o to mi chodziło. Imprezie ton nadaje PIS i obawiam się, czy nie zostałbym uraczony towarzystwem zwożonych na gwałt z całego kraju oddziałów młodzieżówki tej formacji.

Tak więc wybiorę się na kontrdemonstrację, której dobre imię żyruje Gazeta Polska.

Zbiórka o 12:00 przed redakcją „GaPy” na Filtrowej 63.

Uwaga! Rozgłoście te dane, bo w pierwszych przekazach miała to być godzina 9:00, co jednak szczęśliwie zostało zmienione!!!

Jeśli będzie Nas zbyt mało, to może wdepniemy do PISiaków na 13:00.

Ale materiały wezmę swoje. Z naszej mikropikiety pod URMem zostały mi przyjemne plakaty, w tym mój najukochańszy:

[NIE PŁAKAŁEM PO III RP]

I z nim się stawię skromnie w tym zbiegowisku, mając nadzieję, że nikt mi legitymacji PISu w kieszeń nie wciśnie. No, ale jeśli Panowie Bracie liczą szabelki przed rozprawą z wierzgającym Układem, to warto się pokazać.

A Wy będziecie?
poniedziałek, 02 października 2006
Przerwa techniczna/Bój ostatni/Najk

Nic nie piszę, nie dlatego, abym się obraził na Was/Kaczyńskich/Tuska/TVN czy kogokolwiek innego, ale z powodów okołouczelnianych. Nie zapomniałem o naszym pytaniu i nadal się zastanawiam, co zrobić w sobotę. A Wy piszcie w komentarzach, jak widzicie (lub czemu nie widzicie) swój udział w imprezach nadchodzącego łikendu.

Jeśli pytacie mnie, co się stanie do 10X, to powiem: najpewniej nic. Oprócz drobnych przecieków z raportu Macierewicza i poddywanowych rokowań PIS-PSL, nie zdarzy się nic rewolucyjnego. Obie strony zbierają siły i odpoczywają. Bo dla kogoś ten bój, od manif 7X do opublikowania (ewentualnego) raportu o WSI, będzie ostatnim.

Przyjemnie się słucha biadoleń Sojuszników Salonu (w skrócie SS) na temat zawłaszczania pamięci przez obóz IV. Zawłaszczanie pamięci to cenzurowanie naszej przeszłości, a tej dyscyplinie lubują się dzisiejsze historyczne Kasandry, znane z wspierania „Spółdzielni Agentów”, jak pisze pierwszy antyjudejczyk RP.

W sprawie nagrody (Mich)Nike, mam do napisania dwie rzeczy. Po pierwsze, po przyznaniu jej p. Masłowskiej za epos dresiarski, sugerowałbym zacząć czytać Nike jako Najk, co dobrze odda charakter ostatniego wyróżnienia. „Warunek” przegrał z „Pawiem...” Aghr!

A po drugie, żal mi Dukaja – nasz najlepszy fantasta został przez pomyłkę nominowany do Najka w 2005. nie dostał, ale trochę wstydu zostało.

I tym pesymistycznym akcentem żegnam Was wszystkich i wracam do zawieruchy uczelnianej, która swą mocą i gwałtownością przypomina likwidacje WSI.