Polityka, Gospodarka, Cywilizacja, Kultura. Liberalizm, Konserwatyzm, Rozsądek.
poniedziałek, 06 lutego 2006
Okrągła rocznica stołu i demokracji freudowskiej

http://serwisy.gazeta.pl/tokfm/4,63306,,,,3149472.html

Krótki aneks – dziś rano w „Poranku Tok-FM” Ewa Milewicz popełniła piękną, bo freudowską pomyłkę. Broniąc legendy... czy wręcz ortodoksyjnej teologii okrągłego stołu wysunęła ciekawy argument: stół był potrzebny, bo „na jesieni 91 mieliśmy wolne wybory, całkowicie wolne, aż za wolne!”
I tutaj wychodzą demony z butelki a rogi od stołu aż rosną na głowach. Co to znaczy „za wolne”? Zbyt demokratyczne? Dalej pani redaktor tłumaczy, że miała na myśli bezprogową ordynację wyborczą, która dopuściła do sejmu takich „politycznych marginesów” jak Janusz Korwin-Mikke, który 28 maja 1992... ech, szkoda gadać. Demokracja jest dobra, gdy wygrywają nasi, a gdy wygrywają, nie daj Boże... pardon... nie daj Neutralności Światopoglądowa... nie Rycerze Okrągłego Stołu, tylko marne chamy kondycji włościańskiej, to demokracja jest "za wolna".

Pani Milewicz mówiła, że „nawet szybciej mieliśmy wolny rynek”. Mieliśmy. Dziś po jedynym szermierzu wolnego rynku, to jest po twórcy UPRu, ani widu, ani słychu. Po prawdziwym kapitalizmie podobnież. Dziś mamy już tylko freudowską demokracje i rogate autorytety, siedzące przy okrągłym stole.

Studniówka świętego Augustyna

Obejrzałem w telewizji publicznej relację ze studniówki rządu. A może, skoro to oznaka stu dni od inauguracji, lepiej mówić „antystudniówka”? Ciężko się połapać w tej polityczno-licealnej nomenklaturze. W każdym razie program podobał mi się bardzo, jako niezwykle pouczający. Nie chodzi mi o wiedzę na temat stanu państwa, bo już przyzwyczaiłem się, iż tą ciężko wyciągnąć z mediów (zwłaszcza publicznych), ale o tak zwaną „resztę”, czyli w głównej mierze stan ducha i umysłu naszych włodarzy. Do problemu ducha jeszcze wrócę, teraz napisze o umyśle.
Najpierw o umyśle moim – uważam, że obecny, już studniowy rząd, jest organem lepszym od poprzedników, a to z jednego powodu. Przez ten czas jeszcze nic nie zdążył ostatecznie zepsuć, no może oprócz humorów znacznej części mediów. Władcy Trzeciej i Najjaśniejszej Rzeczpospolitej, zwłaszcza z pod znaku szorstkiej przyjaźni Miller-Kwaśniewski, zawsze zabierali się szybko do roboty. Tę pracowitość zapewne będą jeszcze spłacać wnuki Szanownych Czytelników tego artykułu.
Premier Kaziemierz „Yes” Marcinkiewicz wygląda na inteligentnego człowieka. Ba, zachowuje się jak człowiek inteligentny, gdyż nie mówi wiele na tematy trudne i grząskie. To już jest poważne świadectwo rozumu, mile nastrajające mnie do prezesa rady ministrów. Dobrze by było, gdyby taką przenikliwość pijarowską uzupełniała mądrość czynu. I z tym jest jeszcze lepiej, gdyż rząd niewiele robi. „To dobrze?!” zapytacie. „Oczywiście, że dobrze!” odpowiem. Im mniej robi władza, tym więcej mogą zrobić obywatele. Redaktor Gawryluk nieco sarkała na małą aktywność drużyny kaczystów, ale po to są media, aby sarkać, czy też „patrzyć na ręce”, jak stwierdził pan premier. Co prawda, mówią to miał minę, jakby chciała dodać „A rzeczą rządu jest to uprzejmie lekceważyć”, ale nic to (nota bene: Niektórzy uważają za podobne podejście PISu do nowych „partnerów programowych”, którzy mieliby jedynie głosować za projektami kaczystów, a zamian otrzymywać jedynie wyniosłe lekceważenie. Jest to tzw. „Taktyka PiS – Poprzyj i Spie*****j. Ale my chyba nie podejrzewamy Partię Panów Braci o taką wulgarność...). Niech rząd lekceważy media, a najlepiej niech zlekceważy je ostatecznie, odcinając strumień gotówki skierowany do darmozjadów na Woronicza. Jeśli to zadziała, może niech zlekceważy również parę innych instytucji, takich jak agencje rynków wszelkich, związki zawodowych związkowców, albo administrację administrowania administracją.
Osobiście chciałbym, aby pan Kazimierz odciął wiele strumieni gotówki, a wręcz zarządził globalną irygację bagna Państwa Polskiego. Gdyby tego dokonać, premier mógłby poświęcić się błogiemu lenistwu, jeździć na nartach, tańczyć na studniówkach i ogólnie spędzać czas w wesoły sposób. Niestety, na drodze ku temu stoją poważne przeszkody natury teologicznej.
Podczas porównań, które pani redaktor serwowała widzom i swemu gościowi zauważyłem jedno ciekawe zjawisko. Otóż ekipa PISu przepchnęła przez parlament więcej ustaw, niż jej poprzednicy z AWS i SLD. Ponieważ w związku z tym rząd niewiele robi, nie martwię się tak bardzo stanem faktycznym (w tym bałaganie jedna ustawa zapewne uniemożliwia wykonanie dwóch innych), jeno świecącą ku temu ideą. Premier wprost stwierdził, że to dobrze, iż uchwalił więcej ustaw. Ergo: tym więcej ustaw, tym lepiej. To znaczy, że im bardziej napuchnięte jest polskie prawo, tym większą satysfakcję budzi u premiera Marcinkiewicza i redaktor Gawryluk. Wcale nie twierdzę, iż Prawo i Sprawiedliwość to pobożni socjaliści, którzy różnią się od bezbożnych jedynie gorszymi kontaktami z bandą byłych i obecnych służb specjalnych. O nie! Uważam, że takie założenie premiera wypływa z głębokich przesłanek natury teologicznej, a konkretnie augustiańskiej koncepcji dobra. Święty biskup Hippony uważał, że skoro Bóg jest istota wszechdobrą, a przy tym Panem Stworzenia, to każde istnienie stanowi wartość pozytywną. Jeśli coś postrzegamy za złe, to znak, że nie istnieje w takiej pełni, w jakiej by istnieć mogło. Chyba jednak zbyt daleką analogią jest stosowanie owej myśli do procesów legislacyjnych. Zbyt wiele ustaw wcale nie musi być świadectwem mocy twórczej Boga. Jest raczej objawem mocy destrukcyjnej ludzkiej głupoty, którą Augustyn uznawał za śmiertelny podarek szatana dla ludzkości. Proponowałbym skupić się na innej myśli wielkiego Ojca Kościoła – „Dilige et quod vis fac”, tłumaczone zwykle jako „Kochaj i rób co chcesz”. Ja bym jednak zaproponował pierwotne rozumienie słowa diligo – Szanuj, poważaj.
Panie premierze, proszę nas szanować. Po raz pierwszy w historii ostatniego półwiecza może pan pokazać, że ceni pan naszą wolność, nasze zdanie, nasz rozum. Że jesteśmy tak samo mądrzy, jak autorzy owych 49 nowych ustaw, ba a nawet, że od większości z nich jesteśmy znacznie mądrzejsi. A jeśli nie dorównujemy im inteligencją, to nasza sprawa i nasza strata.

Niech pan nie słucha sarkających mediów, a raczej użyje swojej inteligencji nie tylko do autopromocji, ale również do promocji obywateli polskich. Oni też woleliby robić, co chcą, a nie co karzą nam autorzy tych 49 ustaw. Niech pan jeździ na nartach, tańczy na studniówkach, uśmiecha się do redaktor Gawryluk. Niech pan robi co chce, a my też będziemy robić co chcemy. I za to będziemy pana szanować.

niedziela, 05 lutego 2006
Na początku... / Strzał w kolano

Na początku było Słowo...
Tak opisuje nasze skromne Genezis święty Jan, a ponieważ wzorców należy szukać pośród najlepszych i ja zacznę słowem, o tyle uboższym od Logosu, o ile ten śmieszny świat jest uboższym od piękna idei czystych, mądrych i dobrych, o których pisał także wspomniany apostoł.

Na początek: karykatury Mahometa.
Ponieważ temat wałkują już inni, w tym także mądrzejsi ode mnie ludzie, ograniczę się do swojego, zwięzłego zdania. Źle się stało. Niby „Rzeczpospolita” to gazeta prywatna, a więc kajanie się polskiego rządu za zupełnie nierządową wypowiedź nie powinno być praktyką w Państwie Prawa. Ale cóż zrobić, skoro wstyd i tak zaczadza cały Lechistan, bo kto w dzisiejszych czasach rozumie, iż człowiek odpowiada za siebie i tylko za siebie? Kto pamięta, że państwo ma się troszczyć o bezpieczeństwo obywatela, a nie o jego prawomyślność? Nie ważne, kiedyś do tego wrócę. Teraz deklaracja:
Tak, czuję się wychowankiem cywilizacji europejskiej, to jest chrześcijaństwa w wydaniu łacińsko-greckim. Tak, uznaję wolność (a więc także wolność wypowiedzi) za bezwzględne dobro, warte obrony zawsze i wszędzie. Tak, boję się niszczycielskich nurtów agresji, silnie rozplenionych pośród pewnej części wyznawców islamu. Ale...
Po pierwsze: Z terrorystów się nie naśmiewa, do terrorystów się strzela. I koniec. Żadnych dywagacji. Zło to zło, trzeba to wyraźnie stwierdzić, a dopiero później skupiać się na żartach.
Po drugie i równie ważne: Akcja Jyllands-Posten to dla Europy cywilizacyjny strzał w kolano. Wyśmianie religii, obraza wierzących innego wyznania, to praktyka obca dla konserwatysty. Nie dość, że karykatury to wyciągnięcie swoistej odpowiedzialności zbiorowej, sugestia – każdy islamista to terrorysta. Gorzej, bo na dodatek duńscy dziennikarze (teraz wsparci i przez „Rzepę”) postawili znak zapytania pod szacunkiem dla systemu wartości. Dziś islamskiego, ale jutro (dziś? wczoraj?) innego. Nie tylko chrześcijańskiego, a każdego. Jak chcecie ciskać gromy na panią Nieznalską (tą od sztuki przez wielkie „G”), jednocześnie zgadzając się na podobne działanie wobec mahometan? Dziennikarze J-P twierdzą, że nie obrażają muzułmanów, tylko terrorystów, tak fizycznych, jak intelektualnych, którzy agresywnie atakują cywilizację zachodnią. A Nieznalska mówiła dokładnie to samo – ona nie krytykuje chrześcijaństwa, ale „wypaczenia systemu patrialchalnego”. Nie jestem muzułmaninem, Mahomet z bombą mnie nie wzrusza. Ale gdy po raz pierwszy zobaczyłem „dzieło” Pani Antypatrialchalistki do włos mi się zjeżył na karku – oto dyskusję nad rzeczywistym problemem (kryzysem tożsamości chrześcijańskiej) zastąpiła prymitywna pyskówka spod znaku Satyra.
Proszę, niezależnie od światopoglądu, wczujcie się w rolę spokojnego muzułmanina, który nikogo w powietrze nie wysadził, a teraz widzi, że jest ex definitione fanatykiem, prostakiem, nietolerancyjnym obskurantem...
Jeśli nie krzyczmy, to chociaż tupnijmy, gdy przychodzą po innych. Bo jak przyjdą po nas, to już nikogo nie będzie, aby się sprzeciwiał...

...co jednak nie zmienia faktu, iż tych bandytów, który palą ambasady należy potraktować... jak bandytów palących ambasady – pierwszy strzał w powietrze, drugi pod nogi, trzeci...
Trzeba się bronić, ale rozsądnie. Nie głupimi rysuneczkami, ale realną siłą, skierowaną w tych i tylko w tych, którzy nam zagrażają.

Tak sobie na ten temat myślę. A Wy?
1 ... 16 , 17 , 18 , 19 , 20